I jeszcze raz szlag szlag szlag. Spocona i brudna wpadłam do sali.
Dyrektor właśnie schodził z auli. Zuza rzuciła się w moją stronę
ignorując tłum.
- Czemu? - zapytała.
- Zapomniałam !
- CO?! Joy to..
- Panno Brave.
Zamknęłam oczy. Błagam.
- Zapraszam do gabinetu. - głos dyrektora był jak zawsze opanowany.
W
Skyrunner nie nadużywaliśmy słów. Wszyscy wiedzieliśmy że przegięłam.
Jeśli był apel to oznaczało sprawdzian, misję, zadanie lub coś innego.
Dla porównania, ostatni apel był wtedy gdy Federalne Biuro Śledcze (FBI)
szukało nowych potencjalnych nabytków.
Klapnęłam na krzesło w gabinecie dyrektora.
- Proszę. - powiedział i podał mi teczkę oprawiona w etykietkę z napisem "Legenda".
- Oczekuję pani jutro w południe. - i odprawił mnie ruchem ręki.
Jak mówiłam, nie nadużywamy słów.
W pokoju otworzyłam teczkę i przejrzałam jej zawartość.
" Joanna Brathorne. Ojciec Hiszpan, matka Francuzka. Zamieszkała w Madrycie z synem Jakubem i mężem. "
Przeczytałam opis zadania i zabrakło mi tlenu. Kątem oka zarejestrowałam że spod dywanu wyszła Camille.
Spojrzałam oczekując wyjaśnień. Westchnęła.
- Bal maskowy. Mamy namierzyć tych nowych chłopaków na balu maskowym. Pośród setek ludzi.
- Ilu ich jest?
- Nie wiadomo. Każdy z nich ma swoją legendę.
- Szlag.
Gwoli
wyjaśnienia, legendy to nasze nowe tożsamości. Miałam co najmniej
dziesięć takich w głowie na każdą okazję. Do tego fałszywe papiery
walające się w szufladzie biurka. Szkoła często robiła nam
niezapowiedziane "sprawdziany i kartkówki". Bal maskowy to swego rodzaju
sprawdzian i to cholernie trudny. Będę musiała zamienić choćby słowo z
każdą osobą obecną w sali by znaleźć tych nowych którzy dołączają w tym
semestrze.
- Przejrzyj te papiery dokładnie. Nie było Cię na apelu
i na pewno dyrektor przygotował coś specjalnego dla Ciebie. -
powiedziała Zuza.
Wgłębiłam się w historię życia Joanny.
Dyplomatka. Miała otworzyć i zakończyć przyjęcie. Oniemiałam. Jak oni
mogli? Wszyscy wiedzieli że ja nadaję się tylko do tych praktycznych
robót a gadanie zostawiam ludziom z darem przemawiania.
Zuza zajrzała mi przez ramię i roześmiała się. Spojrzałam na nią z morderstwem w oczach.
- No Joy, hahaha dobrze że to zobaczę, hahaha Joy otwierająca bal ahahahaha! Chyba pięścią! - łzy spływały jej po polikach.
- Zuzanno, to żaden problem. Napiszesz mi przemówienie.
Natychmiast umilkła a ja uśmiechnęłam się złośliwie.
- Nie.
- Ok. - wstałam, podeszłam do biurka i wysunęłam panel sterowania. Szybko wstukałam kod.
- Co ty robisz?
Ze
ściany wysunęła się 2 metrowa szafka. Wpisałam jeszcze 3 kody i na moją
dłoń wyskoczyła płytka. Zamachałam nią triumfalnie przed twarzą Cam.
- To co Zuzanno. Szantażyk?
- Suka.
Zaśmiałam
się. Obie wiedziałyśmy co jest na płytce. Moja przyjaciółka na początku
roku zadurzyła się w Christopherze, największym ciachu w szkole i
nagrała kilka filmików ku jego czci. Akurat w tym samym czasie na
zajęciach praktycznych mieliśmy zadanie by przykleić pluskwę innemu
uczniowi. Reszty możecie się domyślić. Ubaw po pachy.
- No, to zabieraj się za pisanie. - uśmiechnęłam się słodko.
Rzuciła kilka przekleństw i zniknęła pod dywanem.
Jak
bal to znaczy tańce, jak tańce to sukienka, obcasy, makijaż i fryzjer.
Wkurzona włączyłam komputer i weszłam na stronę szkoły. Może sprawdzę
zabezpieczenia strony? Nie, sama nie dam rady.
Podłączyłam się pod głośnik w pokoju Dana.
- Dan.
Usłyszałam wrzask.
- W tej szkole nie można mieć życia prywatnego !
Hmm,
Dan prawdopodobnie przeżywał jedno ze swoich genialnych uniesień i
udoskonalał jakąś broń masowego rażenia czy inny wynalazek na skalę
światową. Nie lubił gdy bez ostrzeżenia mój głos rozbrzmiewał z
głośników jego wieży. Zresztą, chyba nikt nie lubił...
- Można jeśli się odpowiednio zabezpieczy swój pokój. - odparłam rzeczowo.
- Tak Joy! Drzwi twojego pokoju są pod napięciem, a każda pluskwa czy kamera łapie tylko zakłócenia!
- Um... Zapomniałeś o tytanowych blachach które pokrywają ściany jeśli ktoś ominie drzwi.
- Czego chcesz?
- Baza danych naszej szkoły. Legendy na bal maskowy.
-
Oszalałaś. Nie ma tam ich, a nawet jakby były to jest ich ponad 400 i
nie uda ci się znaleźć tych należących do nowych. Czemu? Bo tak
zarządził dyrektor. Wszystko jest w głowach.
- Dzięki.
- Możesz uprzedzać jak będziesz chciała następnym razem spowodować u mnie zawał serca? Wiem, że proszę o to 96 raz ale...
- Powinieneś się przyzwyczaić. I nie.
Wzięłam prysznic i rozmyślałam o nieznajomym z lasu. To musiał być jeden z tych nowych. To by oznaczało że są na terenie szkoły.
Chyba czas na rekonesans.
_____________
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz