Uderzyłam ją w brzuch. Zgarbiła się z bólu. Złapałam jej rękę,
obróciłam wokół własnej osi, podcięłam nogi i przygwoździłam do ziemi.
Dziewczyna dyszała ciężko, ja miałam tylko zadyszkę. Treningi fizyczne
to ważna część edukacji w szkole. Szpieg który nie jest w dobrej formie
siedzi za biurkiem lub konstruuje najnowszej generacji systemy
namierzania, pluskwy, aparaty i tym podobny sprzęt z którego potem
korzysta FBI jeśli dyrektor naszej szkoły będzie łaskawy.
Byłam na
podpoziomie 4. Na tym poziomie ćwiczyliśmy się w sztukach walki i co
najciekawsze, uczyliśmy się wyciągać ze źródła potrzebne nam informacje.
Nie jest to przyjemne, ale często konieczne jeśli szantaż, przekupstwo i
nasz naturalny wdzięk nie wystarczy.
Ruszyłam na lekcję łaciny.
Nie mam pojęcia po co mi ten język. Znam perfekcyjnie 6 innych i 2 na
poziomie średnim. Ale cóż, wymagania szkoły... Siedziałam w klasie, ale
myślami byłam na powietrzu. Była zima, ale dla mnie to świetna okazja by
odbyć trening na dworze. Udoskonalić technikę kamuflażu, pobiegać po
drzewach, takie tam...
Dzwonek przerwał moje rozmyślania a ja
popędziłam do pokoju, przechodząc przez przejście w ścianie. Wskoczyłam w
dres, wybiegłam na dziedziniec i weszłam w las.
Krew buzująca w
uszach. Serce tłukące się w piersi zbyt szybko. Weszłam na drzewo i
zaczęłam się rozciągać. O tej porze mógł ktoś tu być, wielu uczniów tu
ćwiczy, ale większy ruch jest nocą gdy bawimy się w podchody. 300
uczniów szkoły próbuje podejść siebie nawzajem. Wspaniałe uczucie, ale o
tym kiedy indziej.
Zapiszczała moja komórka. Esemes. "GDZIE
JESTEŚ? CZEKAM!" Zignorowałam go. Zuzanna potrafi być niemożliwa. Wie że
ćwiczę w lesie.
Gdy się ściemniło przyjemnie rozgrzana ruszyłam w stronę szkoły. Jednak coś było nie tak.
- Co tu robisz? - szept był tak cichy że równie dobrze mógł to być powiew wiatru, ja jednak słyszałam doskonale.
Zareagowałam automatycznie. Mięśnie spięły się, plecy wykonały
gwałtowny zwrot kryjąc się za drzewem, kolana się ugięły. Podniosłam
głowę i zobaczyłam sylwetkę człowieka na gałęzi 4 metry nade mną.
- Chyba zapomniałaś o apelu.
Drgnęłam zaskoczona. Apel! Po łacinie był apel! Zaklęłam siarczyście.
- Jeśli się pośpieszysz to zdążysz na owację dla dyrektora. - zęby błysnęły w mroku.
- Kim jesteś?
Nie
odezwał się tylko przeskoczył na inną gałąź. Nawet w mroku widziałam tą
grację ruchów. Rzuciłam się w pogoń. Doskoczyłam do pnia drzewa i
złapałam najniższą gałąź. Weszłam i rozejrzałam się, ale nikogo nie
ujrzałam. Rozpłynął się mimo że czułam jego wzrok.
- Wiem że tu jesteś. - mruknęłam pod nosem.
Usłyszałam tylko oddalający się śmiech.
Chyba znalazłam kogoś lepszego ode mnie. Szlag.
_______________________
Celne komentarze mile widziane. Całuski.
"pobiegać po drzewach, takie tam..." xD
OdpowiedzUsuńWedług mnie brakuje tu opisów tego co w danej chwili wykonuje bohaterka lub gdzie sie znajduje i jak to wygląda z jej perspektywy. Piszesz w ten sposób : "Wskoczyłam w dres, wybiegłam na dziedziniec i weszłam w las." a przydałby się opis tego dziedzińca, jego wielkość, co tam się odbywało. Za bardzo pędzisz z historią. :D
Takie są moje uwagi co do tekstu, jeśli go bardziej rozwiniesz to będzie dobrze.